Mózg? Serce? Dusza?
Nie wiem, które z nich. Ale nie może się zamknąć.
Tegoroczny sylwester przecież pokazał, jak to wszystko wygląda i odarł ze złudzeń pewną kwestię. Dlaczego więc, mimo tak niepodważalnego dowodu, nadal kurczowo się trzymam tej srebrnej niteczki?
Mam już dość oczekiwania tego happy endu. Zna ktoś lekarstwo na wyleczenie się z tej choroby?
Boże, ale dużo musiałabym brać takich lekarstw.
Gdzie się nie obrócę, atakuje mnie milion wspomnień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz